Moje filmy

Wpis

niedziela, 23 listopada 2014

W pętli czasu

„Na skraju jutra”

Niedaleka przyszłość. Rasa obcych zwana Mimikami przypuściła bezlitosny atak na ziemię zabijając niemal wszystkich oprócz pechowego Cage’a, który nie miał nigdy kontaktu z otwartym ogniem. Poznaje Ritę, która jest rekrutem najsilniejszej, najokrucieńszaj, uzbrojonej po zęby armii, która ma zabić Mimiki. Cage bez ostrzeżenia, bez ekwipunku i treningu zostaje wrzucony w sam środek walki. Cage ginie, ale… zmartwychwstaje. Budzi się w stałym miejscu. Ginie i żyje i walczy bez końca. Przez tysiące zgonów Cage staje się bardziej sprytny, roztropny  i odważny. Znalazł się w pętli czasowej i staje się najsilniejszą bronią, która przewiduje, co się stanie za chwilę. Rozpoczyna się dramatyczna walka o zwycięstwo z przybyszami i raz za razem powtarzając bitwę szanse rosną. 

 

Widowisko Douga Limana to prawie wzorowy blockbuster, który mimo, iż należy do innego gatunku jest podobny do „Dnia Świstaka”. Reżyser przez cały film trzyma nogę na gazie i kontroluje akcję. Na dodatek idealny aktor do takiego filmu wiarygodnie odtworzył rolę gagatka, który umiera i ożywa w punkcie zapisu stanu, jak w grze komputerowej. Mimo, że parę razy mamy to samo, to nam nie psuje zabawy, a wręcz przeciwnie, dzięki idealnemu doborowi głównego bohatera i kabaretowymi scenami „Obudzenia” bawiliśmy się coraz lepiej. Jednak sceny zgonów, nie tylko mnie bawiły, były też mądre i nietypowe, a bohater przeżywa coraz dłużej.

Scenariusz także mnie nie zawiódł. Bohaterzy są czymś więcej niż zwykłymi, nudnymi ludźmi, Rita ma charakterek, a Cage swoje poglądy, które nie zawsze wszystkim się podobają. Wybornie spisali się również aktorzy: gwiazda kina scence fiction Tom Cruise sprostał wyzwaniu i dobrze odtworzył rolę ananasa. Już wcześniej mógł pokazać coś miłego dla oka w filmach „Niepamięć” oraz „Wojna Światów”. Teraz ułatwiły mu klasyczne hollywoodzkie efekty specjalne: mieszanina wybuchów, eksplozji oraz otwartego ognia. Emily Bunt również nie zawiodła i stworzyła udaną filmową parę z Tomem Cruisem. Do tego wszystkiego został dodany mały wątek romantyczny, ale został podsumowany gwiazdorską piosenką Johna Newmana. Polecam ten film osobom, którym znudziły się drętwe filmy sci-fi, gdyż pomysł na ten film był wyjątkowo trafny.

 Zamiast zwykłego sci-fi, który niektórym się znudziło, mamy prawdziwą podróż w czasie. Właśnie dlatego pomysł i fabuła są w mojej ocenie rewelacyjne i wyjątkowe. Z tych wszystkich powodów, ocena jest dość wysoka – 8,2 dla miłośników sci-fi, a 7,0 dla wielbicieli „Dnia świstaka”.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
film-olog
Czas publikacji:
niedziela, 23 listopada 2014 15:23

Polecane wpisy

Trackback