Moje filmy

Wpis

niedziela, 03 lipca 2016

Piknik z misiami

Dzisiaj, po długiej przerwie spowodowanej zawirowaniami szkolno-życiowymi, film idealny na czas zbliżających się wakacji. “Walk in the woods” to przygodowo-komediowy film z okaleczającym polskim tłumaczeniem, zarówno tytułu, jak i smaczków językowych.  Mało znane studia Route One Films oraz Wildwood Enterprises stworzyły dobry, ale niezbyt rozreklamowany film, który najlepiej obejrzeć na początku lipca. Obraz inspiruje przygodami, zachwyca widokami oraz śmieszy opowieściami.  Akcja dosyć wartka,  bez zbędnego przedłużania nie nudziła ani na chwilę (chyba że za nudę ktoś by uznał przyrodniczo-geograficzno-kulturowe opowieści Billa Brysona lub przepiękne krajobrazy amerykańskich gór).

 Tytułowi „Misie” w filmie to znani i doskonali aktorzy u schyłku swojej kariery: Robert Redford (Zawód: Szpieg, Żądło, Zaklinacz koni, Pożegnanie z Afryką) oraz Nick Nolte (Wojownk, Hotel Ruanda, Przylądek strachu, Matka noc).  Obaj w pewien sposób odgrywają tu podsumowanie przebiegu swojej kariery filmowej, a widzowi przypadnie do gustu (według jego własnego ego) jedna z tych postaci - lub obie lub ... żadna. Robert Redford jest dostojny, intelektualny, poprawny aż do bólu - być może komuś jego powaga nie przypadnie do gustu. Natomiast rola Nicka Nolte wraz z jego śmiesznym (i sprośnymi) opowieściami  była nie tylko rewelacyjna  znakomicie dopasowana do jego ról z innych filmów, ale również stanowiła lustrzane przeciwieństwo postaci Redforda - ale pewnie niektórych widzów jego rubaszna i skrajnie nieodpowiedzialna postać może zdenerwować. 

Muzyka świetnie nadaje klimatu typu "science" i dokumentalnego, choć i tak bardzo kontrastowała z niektórymi opowiadaniami obu bohaterów (co również niektórym się spodoba, a niektórym nie). Dodatkowo Emma Thompson w roli totalnie angielskiej żony Billa oraz reżyser Ken Kwapis, któremu być może udało się wreszcie wyjść poza ramy czysto sitcomowego humoru. Końcówka? Chyba nie w 100% amerykańska, co również jest plusikiem.

Ogólnie mówiąc, obok filmów wielkich wytwórni warto pójść na „Walk in the woods”. Mamy tu wszystko, czego potrzeba. Dobrą akcję i kompozycję bohaterów. Drobny morał (jak to w amerykańskich filmach - jednak zęby od tego nie bolą), jedność i (bardzo) trudną przyjaźń  bohaterów. Przełamywanie własnych słabości. Na Oscara może nie zasługuje, ale jeśli twórcą chodziło o zrobienie solidnego, przyjemnego do oglądania filmu, to jak najbardziej się udało.

Widz, który chciałby pójść na śmieszny, ale momentami mądry i emocjonujący film, spokojnie nie pożałuje decyzji wybierając ten film.

Moja ocena to naprawdę zasłużone 7,5/10

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
film-olog
Czas publikacji:
niedziela, 03 lipca 2016 22:07

Polecane wpisy

Trackback