Moje filmy

Wpisy

  • poniedziałek, 11 września 2017
  • wtorek, 06 czerwca 2017
  • sobota, 27 maja 2017
    • Komunia


      kom_06kom_01Jedyny obejrzany przeze mnie w Cieszynie film dokumentalny pomimo, iż jest dopiero pierwszym filmem młodej reżyserki Anny Zameckiej, zdobył już parę ważnych nagród (Złoty Orzeł za najlepszy film dokumentalny, Nagroda Specjalna w Locarno). Autyzm jest tematem dosyć popularnym filmach, a także popularnym w Cieszynie - o podobnej tematyce był czeski Normalny Autystyczny Film.

      Oprócz określenia dokumentalny, moglibyśmy spokojnie dodać dramat, a nierzadko podczas filmu widzimy również elementy komediowe. W trakcie oglądania odnosi się wrażenie, że film nie jest dokumentalny, a aktorski. Film jest idealnie wyważony - żadna scena nie była niepotrzebna, a film jest czymś więcej niż dokumentem o autyzmie. Czym więc jest jeszcze oprócz wzruszającej historii? Przygodą?kom_05

      Należy sobie zadać jedno pytanie: co można zrobić w miesiąc – bo reżyserka miała do dyspozycji tylko 30 dni filmowych? Na pewno w pierwszej kolejności nie powiedzielibyśmy „dobry film”. Zwykle film kojarzy się z dziełem, które musi być robione przez co najmniej 1-2 lata. W tym przypadku Zamecka udowodniła, że na dobry film wcale nie trzeba czekać lata, a dokument- choć ogromnie skomplikowanej fabuły nie ma (tego akurat trudno się spodziewać po dokumentach), to ma dosyć ciekawą formę i jest praktycznie pozbawiony monotonii rytmu i nastroju,  przez co jest dosyć zróżnicowany, a zarazem ogląda się go dosyć komfortowo (choć dla dosyć smutnego mimo wszystko filmu dokumentalnego to nie jest dobrym określeniem).

      kom_04Sama rodzina przedstawiona w filmie jest, delikatnie mówiąc, dosyć nietypowa. Każdy ma swoje problemy, a autyzm jest ich wspólnym mianownikiem. Ale co bardzo zaskakuje (a może niektórych martwiło), rodzina żyje swoimi własnymi kłopotami. Mamy ojca niewiele trzeźwiej myślącego niż autystyczne dziecko, matkę, która wpadła w tarapaty z innym mężczyzną, a teraz nie potrafi się odnaleźć, a także siostrę głównego bohatera (tytułowego „komunisty”), która nie może znaleźć swojego miejsca w domu – a przecież jest najbardziej dojrzałą emocjonalnie osobą wśród nich wszystkich. Jest to też rodzina rozmawiająca dosyć sporo czasu o ilości pokoi - choć ten wątek akurat kom_08jest jak dla mnie zbyt rozwinięty i zajmuje stosunkowo zbyt dużą część filmu, w szczególności, że trudno było go „ogarnąć”, a nie znalazł rozwiązania na koniec filmu. Z drugiej strony należy pamiętać, że jest to film dokumentalny i gdyby Anna Zamecka chciała zerwać z dokumentem, to dokręciłaby część scen, na przykład wątek domu znalazłby powiązanie z tytułową komunią.

      kom_10A czy „Komunia” rzeczywiście powinna występować jako tytułowe wydarzenie? Wydawało się przez sporą część filmu, że komunia jest tylko symbolem i w zależności od wieku głównego bohatera, mogłoby to być bierzmowanie albo namaszczenie chorych. Ale po pierwsze: trudno było nazwać inaczej ten film oprócz tradycyjnych nazw takich jak: Autyzm bądź Historia Autystycznego Dziecka – co byłoby zbyt jednoznaczne i uderzające w widza przed obejrzeniem jeszcze filmu. Zamecka postawiła na delikatne podejście do tematu i uwierzyła, że widz sam zdecyduje, o czym jest ten film. Tak więc „Komunia” to dobry tytuł mimo, iż niekiedy jej rola była ograniczona do cienia innych problemów, była zarazem przyczyną, jak i skutkiem, a autyzm, który jest sam w sobie trudny, jednoczył rodzinę, więc w pewnym sensie „był dobry”, oczywiście w umiarkowany, idealny sposób, by film nie wydawał się zbyt wesoły. Mimo to humoru nie brakowało - był jednak świetnie wyważony i w żaden sposób nie umniejszał problemu Nikodema - np. scena "egzaminu komunijnego" jest prawdziwym majsterszykiem. kom_09

      Podsumowanie: Anna Zamecka nie mogła mieć lepszego debiutu. Film, mimo paru małych wad, jest bardzo przejmujący i trudno jest przejść obok niego obojętnie. Jednak podejście Zameckiej jest nietypowe, takie jakie powinno być - szczere i prawdziwe, na dodatek ani muzyka, ani jakieś ekscentryczne ujęcia nie odwracają uwagi od tematu. Sposób podejścia do problemu nie spodoba się tylko naprawdę skrajnie patrzącym na ten temat, którzy będą traktowali autyzm w stu procentach „na serio”. Jednak reakcja publiczności na festiwalu wskazała jednoznacznie, że pani reżyser w 100% trafiła z poprawnym ujęciem tematu. Brawo!

      zamecka1

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      film-olog
      Czas publikacji:
      sobota, 27 maja 2017 00:16
  • sobota, 20 maja 2017
    • Bezprawie i niesprawiedliwość

      kon_00Wbrew skojarzeniom niektórych osób, tytuł wpisu nie jest polityczny, ale odnosi się do mocnego thrillera Macieja Żaka Konwój. Z drugiej strony, film pokazuje w tak złym świetle układy w polskim więziennictwie i wymiarze sprawiedliwości, że siłą rzeczy może zostać wykorzystany w rozmowach z polityką powiązanych.

       

      Jak widać ze wstępu, jest to film diametralnie różny od poprzednich obrazów reżysera – romantycznej komedii (Rozmowy nocą), sentymentalnego komediodramatu (Ławeczka) czy też nieco surrealistycznego thrillera (Supermarket). Widać jednak, że Maciej Żaka w kierunku thrillera ciągnie i Konwój jest kolejnym krokiem w spełnianiu jego filmowych ambicji.

       

      Konwój wydaje się mieć dość prostą konstrukcję i fabułę – konwojenci Zawada (Robert Więckiewicz), Berg (Przemysław Bluszcz) i Feliks (Tomasz Ziętek) pod opieką antyterrorysty Makon_023ciąga (Łukasz Simlat) mają przewieźć mordercę  Kuleszę (Ireneusz Czop) do szpitala psychiatrycznego. Sytuacja jednak się komplikuje, gdy okazuje się, że Zawada jest ćpunem na głodzie, Berg jest sfrustrowanym służbistą, którego ambicje właśnie się zawaliły, Feliks jest zięciem dyrektora więzienia (Janusz Gajos), który nie wyraził zgody na udział Feliksa w akcji, a Maciąg okazuje się totalnym świrem, dla którego zabić to tyle, co splunąć. Oczywiście okazuje się, że nic nie jest takie, jak powinno być i prawie każdy ma coś naprawdę niezłego na sumieniu, no i jest też bohater bardzo pozytywny, moralnie wręcz perfekcyjny.

       

      Scenariusz filmkon_011u nie zaskakuje niczym absolutnie niepowtarzalnym, jednak sposób, w jaki rozwija się akcja sprawia, że film trzyma w napięciu praktycznie do samego końca. Reżyser wyjawia nam prawdę krok po kroku i pomimo pewnych naiwności na koniec potrafi zaskoczyć. Okazuje się, że nie każdy ‘zły’ jest zły, a nie każdy ‘dobry’ jest dobry, ale też ludzie mogą się zmienić. No, ale nie muszą. Na ostateczne wyroki – nasze własne i wymiaru sprawiedliwości - musimy czekać do samego końca.


      Największą siłą filmu jest na pewno aktorstwo i bez takiego zestawu film byłby na pewno o wiele mniej ciekawy. kon_04Gajos gra człowieka, który jest jednocześnie apodyktyczny i zmęczony życiem, Więckiewicz wygląda tak, jakby miał za chwilę kopnąć w kalendarz jak nie dostanie działki, Bluszcz o dziwo nie jest zepsuty do końca, ale widać, że w środku drzemie wulkan, a Simlat nawet jak się próbuje uśmiechać to wygląda jakby chciał kogoś ukatrupić za wygląd, za zapach albo za sam fakt przebywania w jego pobliżu. Ireneusz Czop na początku nie ma zbyt wiele do powiedzenia, ale jak już zacznie … Najmłodszy z nich, Ziętek, niestety aktorsko jeszcze odstaje, ale być może to wina jego postaci, która jest dość banalna i naiwna jak dziecko we mgle. Szkoda, że postacie kobiece są praktycznie niewidoczne – mamy tylko córkę komendanta (Agnieszka Żulewska) i jego żonę – ale nawet Ewa Kolak nie była w stanie wydobyć z tej postaci więcej.

      kon_05

      Słabości film z pewnością miał sporo – naiwna czasami akcja i naciągana, nie do końca logiczna fabuła, w której można się doszukać sporo braków logiki. Czasami za dużo jest wykładu na temat sensu życia i analizy socjologicznej społeczeństwa – Żak próbuje znaleźć swoje miejsce pomiędzy Smarzowskim i Vegą, co nie jest łatwym zadaniem i jeszcze troszkę mu brakuje pomysłu, gdzie dokładnie to miejsce jest. Jednak film obejrzało się ogólnie z przyjemnością do końca – dzięki obsadzie, dobrym zdjęciom Michała Sobocińskiego, dobrze dopasowanej do akcji muzyce Antoniego Komasy – Łazarkiewicza. Ocena 6/10

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      film-olog
      Czas publikacji:
      sobota, 20 maja 2017 22:25
  • piątek, 12 maja 2017
    • Seks w średnim mieście

      mo_01Miłość w Mieście Ogrodów Ingmara Villqista i Adama Sikory to jednocześnie film dość przewidywalny jak i zaskakujący. Przewidywalny, bo scenariusz nie jest wybitnie wyjątkowy – mamy bogatych małżonków, znudzonych sobą i życiem w cudownym domu otoczonym wysokim płotem, w wyniku czego szukają rozrywek pozamałżeńskich. Zaskakujący, bo Katowice są pokazane inaczej niż szaro-bure (post)industrialne miasto pełne nieczynnych fabryk i dziwnie mówiących emerytowanych górników, co zdarza się wyjątkowo rzadko.

      mo_04

      Nie ma tu brudnych dzieci biegających między familokami z czerwonej cegły, są za to piękne wnętrza nowoczesnych budynków lub miejsc, które wykorzystują post-przemysłową architekturę – takie jak budynek NOSPR-u i Muzeum Śląskiego. Są nowoczesne knajpy, restauracje, opera, genialne wnętrza – aż do takiego stopnia, że czasami wydaje się nam to sztuczne. Z pewnością film nie pomaga mo_05zrozumieć, z jakiego powodu Katowice chcą się nazywać Miastem Ogrodów. Pomimo usiłowań reżyserów i scenografów (Agata Adamus) Katowice nie wyróżniają się niestety niczym spośród innych miast naszego kraju – udaje się zerwać z powszechnie funkcjonującym mitem brzydoty, ale film niespecjalnie pomaga zaprosić kogokolwiek do odwiedzenia Miasta Ogrodów.

      mo_16

      Nie ma też tutaj bodajże ani krzty języka śląskiego – z jednej strony to dobrze, bo być może głównym bohaterom, z ich pozycją społeczną, nie do końca ‘wypada’ mówić po śląsku. Z drugiej strony jest kilka postaci, które mogłyby przynajmniej mieć akcent (np. Rudi zagrany przez Michała Kościuka byłby bardziej wiarygodny mówiąc po śląsku). Znowu wypada nieco sztucznie, nieco zbyt sterylnie, a przecież język jest nieodzownym elementem śląskiego krajobrazu.

      mo_13

      Wracając do opowiedzianej historii – jest tu zgodnie z tytułem filmu dużo miłości i nie zawsze jest to miłość prosta. Często możemy się zastanawiać – czy to miłość, czy zauroczenie, czy tylko seks? Mamy romans wybitnego architekta w średnim wieku z młodziutką baletnicą – czy w jego przypadku możemy mówić o prawdziwym uczuciu? Z pewnością ciekawie się ten romans rozwija. Mamy odpowiedź jego żony, której romans nie jest oczywisty. Mamy też młodzieńczą, romantyczną miłość ich syna i wokalistki początkującego zespołu popowego. Ich młodzieńczy, niewinny związek jest całkowitym przeciwieństwem związku rodziców Olka – nad którym ciąży tajemnica, która nie pozwala im normalnie funkcjonować. Film kończy się chyba tak, jak musi i jak się spodziewamy.

      mo_07

      Dużo jest też miłości do sztuki – co prawda główny bohater Michał wydaje się nieco znudzony swoimi projektami i kolejnymi wygranymi konkursami (które zresztą zaczyna przegrywać wraz z upadkiem swojego małżeństwa), to jego żona Marta jest artystką pełną pasji. Mamy też miłość do baletu (w czym bryluje znany śląskim wielbicielom teatru Bernard Krawczyk jako dyrektor opery), miłość do tanga (nieco dziwna Edyta Herbuś jako instruktorka) i miłość do muzyki w wykonaniu młodego zespołu mo_14na czele z Agnieszką – Justyna Święs i jej The Dumplings. Czy autorzy filmu starają się nam powiedzieć, że nawet, jeśli umrze miłość między ludźmi pozostanie prawdziwa miłość do Sztuki? Być może tak to wygląda w Mieście Ogrodów, ale szkoda tylko, że nieco zmarnowano potencjał The Dumplings – wciąż powtarzana jedna piosenka w końca zaczyna nudzić, be względu na to, jak bardzo jest ciekawa i jak bardzo adekwatnym jest komentarzem do wydarzeń dziejących się w filmie.

      mo_08

      Trzeba przyznać, że obsada głównych ról filmu brzmi niezwykle ciekawie, pomimo, że oryginalne plany co do obsady uległy zmianie. Dwoje doświadczonych aktorów, którzy jednak nie grają, we wszystkim, co się da, dlatego nie znudzili się publiczności. Zarówno Ireneusz Czop jak i Urszula Grabowska zagrali co najmniej poprawnie, chociaż wydaje mi się, że rola Marty była chyba nieco bardziej wymagająca. Poza tym wschodząca gwiazda polskiego kina, niejednoznaczna i nieoczywista Michalina Olszańska, świeżo po udanym dla niej filmie czeskim Ja, Olga Hepnarova. Poza tym epizody m.in. Grażyny Szapołowskiej i Aleksandry Popławskiej – z całą pewnością gra aktorska była silną stroną filmu.

      mo_15

      Podsumowując: film nie jest niczym nadzwyczajnym mimo występu Śląska, który został przedstawiony w niekoniecznie zły, ale w nieprzedstawiający nic specjalnego sposób. Równie dobrze zamiast Katowic mogło występować wiele innych miast porośniętych wieżowcami. Na przykład Nowy Jork albo Paryż. Scenariusz również nie będzie specjalnie wyjątkowy oraz rozpamiętywany. Dobrze zagrali za to aktorzy (choć z Ireneuszem mo_11Czopem i Urszulą Grabowską to nic dziwnego), a montaż był w paru momentach bardzo nietypowy: niekiedy występowały dwie „przeciwstawne” sceny do siebie- jedna służyła oddaniu radości bohaterów- a druga ich znudzenie. Katastrofy nie było, ale z drugiej strony ciężko było oczekiwać kina klasy światowej. Ocena: 6/10

       mo_19mo_17mo_18

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      film-olog
      Czas publikacji:
      piątek, 12 maja 2017 23:29